REKLAMA

Doświadczenia z medycyną ludową cz. 2 – Terapia jajem

Terapia jajem czyli ludowe jajkowanie.

Zobaczyłem kiedyś książkę Tadeusza P. Szewczyka „Prastara terapia jajem” i natychmiast kupiłem. Zrobiłem to dlatego, że mój Mistrz Reiki – Wasyl z Ukrainy – zupełnie nadzwyczajny człowiek, stosował leczenie jajem. Nie zwróciłem wtedy na to specjalnej uwagi bo byłem na kursie Reiki i skupiałem się na tym. Książkę przeczytaliśmy z żoną i postanowiliśmy się tego nauczyć. Trochę długo trwało wybieranie się na kurs ale było warto.

Terapia jajem to metoda stara, trochę zapomniana, ludowa, a uwspółcześniona i ulepszona przez T. P. Szewczyka okazała się Rewelacyjna!

Jestem zdumiony jej skutecznością i szybkością działania. Jest co prawda trochę „babrania” się z tymi jajami, bo zużywa się ich 30 – 60 na jeden zabieg na całe ciało. Ale warto. Pomaga chyba na wszystko – jak twierdzi p. Szewczyk – można wspomagać nawet leczenie raka. Technicznie jest to wodzenie żółtkiem po ciele.

Jak działa terapia jajem? Żółtko wchłania negatywne energie, zabiera je z ciała. Odczucia pacjenta – zimno, czasami nawet jak od kostki lodu. Ja odczuwałem przyjemne łaskotanie i wręcz fizycznie czułem się lepiej w bolących miejscach. Terapia całkowicie nieszkodliwa, a niesamowicie skuteczna.

terapia jajem

Jak działa terapia jajem

Moja żona zaniemogła „na krzyż” od zawiania. Byliśmy na kursie gry na gongach /Don Conrou i Tomek Czartoryski/ a żonie trafiło się miejsce pod oknem dużą szybą, od której wiało chłodem. Bardzo częsta i dość powszechnie występująca dolegliwość, dopadająca czasami i mnie. Stan był taki, że leżenie sprawiało ból, o wstawaniu i kładzeniu się samodzielnie nie było mowy. Musiałem żonę ostrożnie podnosić z łóżka, prowadzić do łazienki, ostrożnie sadzać na ,,tronie”. Potem podnosić , prowadzić z powrotem i delikatnie opuszczać na łóżko cały czas wysłuchując jęków.
Jak widać stan był poważny. I w pewnym momencie olśnienie – przecież niedawno nauczyliśmy się jajkowania, jest okazja wypróbować.

W piątek wieczorem zrobiliśmy pierwszy zabieg.. Noc była lepsza. Rano znowu jajkowanie. W dzień jeszcze lepiej. Wieczorem w sobotę znowu jajkowanie. W niedzielę już prawie dobrze. Na wszelki wypadek w niedzielę rano i wieczorem znowu jajkowanie i w poniedziałek była już normalna. Jęczenia nie było, nawet mi dziękowała.
Życzę każdemu tak szybkiego powrotu do zdrowia.

Na sobie wypróbowałem tę metodę uzdrawiając rwę kulszową. Może Państwo znacie – bolący pośladek, ból promieniujący na udo kolano i łydkę. Brak możliwości spania na prawym boku, bo boli staw biodrowy. Kilka jajkowań, dość nieregularnych bo jakoś chodzę a są przecież pilniejsze sprawy, ale poprawa jest wyraźna. Udo jajkowane z trzech stron, jak mi ustępuje łaskotanie, przechodzimy dalej. Wstaję od zabiegu z uczuciem że jestem „uleczony”. Chorobę zwyrodnieniową stawów też sobie podleczam jajkowaniem. Doradzam wypróbowanie tej metody

Terapia jajem instrukcja

Potrzebny jest kawałek rurki o średnicy ok. 4 cm i podobnej długości /najłatwiej to zrobić z rury PCV hydraulicznej o tej średnicy – łatwo uciąć i wygładzić/. Też potrzebna jest jakaś oliwka do posmarowania ciała w miejscu zabiegu. Kosz na śmieci pod ręką, ręczniki papierowe no i oczywiście jajka. Na początek zrobić może 10. Jajka jest dobrze wybić wcześniej, oddzielić białko /niezbyt dokładnie – lepiej się wodzi bo lepszy poślizg / i połówki skorupek z żółtkami postawić obok w gotowości.
Smarujemy delikwenta oliwką w miejscu zabiegu, stawiamy rurkę i do rurki wlewamy żółtko pilnując, aby rurka przylegała delikatnie ale zdecydowanie do ciała. Zależy to od miejsca na ciele i ,,chudości” bądź ,,tłustości” delikwenta – tak aby mu nie sprawiać dyskomfortu. Rurką z żółtkiem wodzimy okrężnymi ruchami po ciele do momentu pęknięcia żółtka. Czasami zrobi się 2 obroty i wymiana, a czasami trwa to dość długo.
Pęknięte /rozlane żółtko/ zbieramy z ciała ręcznikiem papierowym i wyrzucamy do kosza a do kieliszka wlewamy następne do wodzenia.
I tak kilka razy, aż zużyjemy wszystkie żółtka lub delikwent ma dość i protestuje lub nam się znudzi i mamy dość tej zabawy. Po pierwszym razie będziecie wiedzieli jak to zorganizować następnym razem aby było sprawnie i wygodnie. Praktyka czyni mistrza.

Metodę można stosować jako zapobiegawczą lub przy pierwszych objawach przeziębienia, grypki – na sobie nawzajem /piersi , plecy, gardło / , na dzieciach , bo pora taka sprzyjająca tym chorobom. Ewentualnie na sąsiadce – potrzebującym trzeba pomagać jeśli są w potrzebie, a nie ma kto zrobić lub nie umie.
Zrobić to 2-3 razy, po południu i wieczorem przed snem aby nie wyziębiać lub w niedzielę 3 x .Powinno przejść.

Ostrzegam przed ,,chytrością – co by się nie zmarnowało” , nie dawać zużytych żółtek np. kotu – są ,,zatrute” energetycznie.

Sprawdziłem to przypadkiem na własnych kurach. Wykonując zabieranie złej energii z głowy całym jajkiem, po rozbiciu go wyrzuciłem skorupkę na trawę na podwórko w biegające kury. Wiecie jak kury są łase na skorupki, ale tutaj szok – przybiegła, popatrzyła i odeszła.Własnym oczom nie wierzyłem. Zrobiłem drugie jajko, wyrzuciłem skorupkę, przybiegła inna kura i to samo. Zebrałem skorupki i wyrzuciłem za płot.
Widać z tego że i skorupka przesiąka tą złą energią. A kury nie takie głupie jak się mówi że ,,kurzy móżdżek”.

Za zgodą autora odkrytej na nowo terapii jajem, Tadeusza Szewczyka podaję jego stronę internetową , na której możecie /tak sądzę/ zakupić książeczkę z dokładniejszym opisem i zdjęciami zabiegu, może porozmawiać z autorem i poprosić o wykonanie i sprzedaż profesjonalnego kieliszka bez dna do jajkowania. Podany przeze mnie sposób z rurką jest ,,na szybko ” i nie jest najlepszy w dłuższym okresie czasu – plastik będzie się rysował i ciężko będzie go utrzymać w czystości.
Myślę że redakcja strony chętnie zamieści wasze doświadczenia z jajkowania, a pewnie będzie to też zachęta dla części niedowiarków, bo tacy na pewno się trafią. Żyjemy w tak naukowym okresie że nienaukowe metody są ciężkie do zaakceptowania. Więc jeśli ktoś będzie wolał szczepionki i antybiotyki to proszę bardzo..

Strona Tadeusza Szewczyka
Pozdrawiam.Henryk Wietrzyński

Przeczytaj także...

REKLAMA
loading...

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
DanieldagaIsia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

najnowszy najstarszy oceniany
Isia
Gość
Isia

odradzam plastikowe rurki,to tworzywo sztuczne Kochani,lepiej wziąć bawełnianą lub lnianą szmateczkę /np chusteczka do nosa batystowa/i ,,ukręcić ,,leże dla żółtka-zrobić pętelkę ze zrolowanej chusteczki i związać na supełek.Prowadzi się żółtko w tej chusteczce.Materiał naturalny,ciepły,delikatny.NIE PLASTIK!odchodzi się również od picia wody z plastiku-żółtko to ,,żywy organizm,,więc namawiam na naturalne płótno.Wypróbowałam niejednokrotnie zabieg -jest dużo efektywniejszy gdy zóltko wędruje po ciele w prowadnicy z lnu lub batystu .Pozdrawiam

daga
Gość
daga

A czy wtedy to żółtko pęknie ? Kiedy należy żółtko zmienić?Ile zużyć ?

Daniel
Gość
Daniel

Zastanowiłem się chwilę co można by zastosować zamiast kawałka rurki PCV i wymyśliłem że w sklepach są napoje w szklanych butelkach z szeroką nakrętką o średnicy właśnie ok. 4cm. Trzeba by zabrać taką butelkę do szklarza i poprosić go żeby odciął nam górny kawałek szyjki i oszlifował go tak żeby się nie skaleczyć. Poza tym być może nadałyby się szklane bańki, kiedyś były one w każdym domu. One jednak są otwarte tylko z jednej strony, co może być pewnym problemem. No i nie wiem czy ich objętość będzie wystarczająca by pomieścić żółtko.

REKLAMA
%d bloggers like this: